Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne/varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne/varia. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 sierpnia 2017

Pochwała nudy codzienności

Ten moment, kiedy po dniach choroby, niepokoju i tulenia na rękach całymi dniami i nocami, Twoje niemowlę dokazuje bez opamiętania, wchodzi wszędzie, raczkuje nieustannie i zachowuje się jakby głową chciało w każdy róg każdego mebla uderzyć a Ty biegasz za nim i cieszysz się myślą, że wreszcie, że znowu i że jest cudownie, wspaniale - oszałamiające radością carpe diem, mimo że dosłownie padasz z nóg.

To uczucie, kiedy po tygodniach namyślań, wahań, wątpliwości i nocy bezsennych z nerwów, już wiesz co dalej, decyzja podjęta i zaczynasz nowy etap.

Ta chwila, kiedy wieczorem kładziesz się do łóżka a w głowie spokój, żadne wspomnienie kończącego się dnia nie męczy, duszy nie dręczy. Nie odtwarzasz w głowie w kółko wydarzeń mijającego dnia z tą kłującą myślą tupu: a może powinnam była, może trzeba było i mogłam inaczej powiedziec...

Spytaj mnie o chwile szczęścia, to podam Tobie przykłady takie jak wyżej. Według mnie nie ma nic cenniejszego w życiu, nic co daje więcej szczęścia niż spokój i rutyna dnia codziennego. 

Ja wiem już niestety doskonale, że najbardziej tęskni się i żałuje, że nie wrócą te chwile powtarzane, do bólu znane i oklepane, które może niegdyś nudziły i nużyły a dziś są nie do powtórzenia, bo albo miejsce nie to, albo osób już tych nie ma.

Lubię jak jest "po staremu" i "znów tak samo". Męczy mnie stan przejściowy, typowy dla zmian. Lubię jak zmiana jest już za mną i na nowo mogę ścieżki wydeptywać, powtarzalne czynności odbywać.

Myślę, że nuda i ciche, spokojne dni to luksus i szczęście największe. Tak, tak myślę.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Wielkie kłamstewka, czyli recenzja i odpoczynek od wyzwań

Bez żartów proszę. To już prawie połowa kwietnia? Kiedy, jak to się stało?

Marzec to był dla mnie miesiąc pełen wyzwań. Start sprzedaży nowych w Polsce farb do mebli, czyli mineralnych farb akrylowych Fusion, zaowocował koniecznością dużych zmian w moim sklepie www.hemma.pl. Nadal ulepszam, konfiguruję, kiedy tylko mogę pracuję nad tym, aby sklep był funkcjonalny.

Dodatkowo miałam duże zlecenie związane z malowaniem, trzy tygodnie je realizowałam, bardzo na raty i głównie po nocach. W dzień nie miałam jak się na pracy skupić, bo maluszek jest już znacznie bardziej świata ciekawy - mniej śpi w dzień i chce zwiedzać, obserwować otoczenie z perspektywy moich ramion, nie ma ochoty na leżenie i spanie.

próbniki kolorów farby akrylowej Fusion - też w marcu zrobiłam :)
Z mojej perspektywy to teraz czeka mnie najtrudniejszy czas. Mały człowiek odkrywa, że tyle ciekawego jest naokoło. Chciałby dotknąć, polizać, zobaczyć a tu nawet pełzanie raczkuje, więc własna niemoc irytuje i w płacz maluch uderza. Zniecierpliwienie potęgują zęby rosnące, więc najbliższe tygodnie to dla mnie znana już (z niemowlęcych czasów starszych dzieci) próba cierpliwości. Ale wiem dobrze, że to minie, jak wszystko. Przy małych dzieciach świat, jak elementy w kalejdoskopie, co dzień układa się inaczej. To dobre, ale i męczące, czasem też smutne bardzo, bo wszystko tak szybko się odmienia i nowe następuje. Coś co było zwyczajem, rytuałem przez kilka tygodni, nagle jest już tylko wspomnieniem...

szyć też próbowałam, ale z marnym skutkiem... :) klik
W marcu też udało mi się trochę poszydełkować, dla koleżanek zrobić dekoracje ze sznurka bawełnianego. To miłe, szydełkowanie czy na drutach robienie to dla mnie relaks duży. 
szydełkowa podkładka na stół robiona z dwóch kolorów (wzór jak na dywanik)
Jak zlecenie skończyłam, to byłam tak wymęczona, że dla równowagi pędzle odłożyłam i dla odmiany zanurzyłam się w TV. Na okoliczność wykupienia możliwości oglądania meczów piłkarskich na Euro 2016, nabyliśmy też dostęp do m.in. HBO GO. I póki mam ten serwis, korzystam kiedy mogę. Telewizji jako takiej właściwie nie oglądam, nie mam na to czasu, ale właściwie to chęci mi brak, bo zazwyczaj znajduję sobie inne zajęcie. To że na HBO GO oglądam film czasem w kilkunastu "odcinkach" mi w ogóle nie przeszkadza, kwestia przyzwyczajenia :)

W tym serwisie są też dostępne do obejrzenia całe sezony różnych seriali. O "Grze o Tron" nawet nie wspominam, bo to temat rzeka a ja należę do tej grupy, co czeka na pierwszy odcinek nowej serii, bardziej niecierpliwie niż moje dzieci na św. Mikołaja w Wigilię. Z innych produkcji - dzięki dostępowi do wspomnianego serwisu odkryłam seriale, które mnie urzekły. Najbardziej poluje na te z krajów "egzotycznych" ;) 

Czeski serial "Pustkowie" trzymał mnie za gardło i długo nie pozwalał odetchnąć. Inny rumuński czeka na dokończenie a teraz po kolei oglądam odcinki węgierskiego "Złotego źycia". Przyznam, że nie podróżowałam nigdy za wiele i nawet te najbliższe Polsce geograficznie kraje są dla mnie zagadką. Wiem, że nie poznam danego kraju oglądając serial w nim wyprodukowany - dość powiedzieć, marny poziom poznania byłby, gdyby ktoś spoza Polski miałby wyciągać daleko idące wnioski, jakim krajem jest Polska, po obejrzeniu serialu np. "Prawo Agaty" :) 

Więc kraju nie poznam, ale i tak serial czeski czy węgierski oglądam z zaciekawieniem - bo widzę np. jak tamte ulice wyglądają. Wyłączam polskiego lektora, uruchamiam napisy i słucham obcego języka - tak lubię oglądać. Poza tym, europejskie seriale ciekawią mnie inną narracją, nieraz bardzo daleką od tak dobrze znanych, typowych amerykańskich seriali. Choć i na tym polu miałam pod koniec marca naprawdę wspaniałą niespodziankę i dlatego całym sercem polecam obejrzeć amerykański serial pt. "Wielkie klamstewka" (Big Little Lies).

Serial to ekranizacja książki o tym samym tytule. Od początku wiemy, że ktoś zginął, że było to zabójstwo lub nieszczęśliwy wypadek. Ale nie wiemy kto, co, jak i to jest główna oś fabularna serialu, w którym przeplatają się wątki związane z trzema kobietami i ich dziećmi, znajomymi, rodzinami. Czas, w którym rozgrywają się wydarzenia w serialu, to kilka tygodni, ale chronologia jest przerywana reminiscencjami wydarzeń przywoływanych przez różnych bohaterów oraz licznymi dygresjami, które robią osoby znające główne bohaterki, ale nie znające ich dobrze. 
Te osoby snują swoje opowieści pełne własnych spostrzeżeń, plotek, zasłyszanych historii i to stoi w opozycji do wydarzeń, które my oglądamy jako widzowie. Czyli słyszymy "prawdę" osób postronnych a widzimy, towarzyszymy wydarzeniom, które naprawdę dotykają główne bohaterki. Ten dysonans, to zestawienie tego, co ludzie mówią o bohaterkach serialu, jakie wnioski wyciągają ze strzępów informacji, z obserwacji z dalszego planu, z tym, co się naprawdę wydarzyło - to zaciekawiło mnie w serialu najbardziej i najmocniej do kolejnego odcinka przyciągało. 

Nie czytałam książki, więc zagadka kryminalna była dla mnie zagadką i nic nie psuło przyjemności z oglądania, nawet fakt, że dość szybko zaczęłam się domyślać kto zginął, ale jak i kto się do tego przyczynił -  tego wiedzieć nie mogłam. I nie wiedziałam do ostatnich minut serialu, gdy w pełnej pasji retrospekcji widzimy, co się naprawdę stało. I sami możemy to zestawić, porównać z tym co "ludzie mówili". Paradoksalnie, wszystkie "prawdy", które w konspiracyjnym tonie i z wielkim przekonaniem o swojej słuszności wygłaszają mieszkańcy miasteczka, w którym dzieje się akcja serialu, dają najlepsze alibi głównym bohaterkom, które - nawiązując do tytułu serialu - też kłamią, aby chronić kogoś ze swojej grupy. 
Podsumowując - serial wspaniały, serdecznie polecam. 

Jeszcze jedno - muzyka w nim jest cudowna. Ciągle mam m.in. w głowie ten kawałek, otwierający serial.

Powoli mój "detoks" się kończy - niedługo wracam do malowania :)

Pozdrawiam,
Ewa

czwartek, 9 marca 2017

Wiosna, czyli chcę wszystko

To już zaraz, za moment.
Wiosna, czyli zmiany, remonty, powitania i powroty.
Włosów ścinanie, równanie, farbowanie.
Będzie odchudzanie, planowanie, sprzątanie, układanie i segregowane.
A także rześkie powietrze o poranku i nagła drzemka na kanapie.
I jeszcze: cały dzień na dworzu, słońce grzeje, przesilenie, zakatarzenie, z czapką czy bez, gdzie moja kurtka, buty na wiosnę, szybki bieg bo pada, krople deszczu na okularach, patrz jak zielono, ale błoto, Święta tuż tuż, sadzenie i pielenie.
Wszystko, wszystko, na nowo, znów, bo wiosna, bo można, bo zaczynamy.
I rano jest jaśniej, wieczorem raźniej, zima się skończyła.
Nowe rozdanie.

Ja mam przed oczami te wszystkie zmiany, które bym chciała w domu zrobić. I wiem doskonale, że części nie zdążę, nie dam rady lub jednak zły pomysł. Ale wiem na pewno - będę malować, oj będę.
I szyć będę. Szydełkować. Blog pisać, sklep konfigurować. Czytać i seriale oglądać. Bawić się, biegać, dzieci podziwiać i mocno je przytulać. 
Na ile mi czasu i kawy wystarczy, będę wstawać rano i kłaść się za późno. 
Spacery, oddechy, zachwyty, bo kwitnie. To wszystko przede mną. Wiosna idzie, czuję w kościach.
Idzie nowe.

Będziesz tu ze mną? 

Miło by było :)


Pozdrawiam,
Ewa

piątek, 24 lutego 2017

Dom przyjazny - Domowa czasoprzestrzeń / Home not alone #8

Głowę urywa. Dosłownie. Wiatr szarpie, huczy i przewraca a deszcz jeszcze dokłada swoje. Człowiek przemoknięty i wywiany potrzebuje ukojenia. Jestem szczęściara, bo mam ciepły, bezpieczny dom. Mam moje miejsce, schronienie, gdzie mogę się wysuszyć, ocieplić i nabrać sił przed kolejną walką, znaczy - wyjściem z domu.
I dosłownie, i w przenośni. Mój dom, moi bliscy, dają mi komfort psychiczny i fizyczny. Dbamy o siebie nawzajem.

Ważne jest to, co do tego domu wnosimy. Jakie emocje, cechy charakteru, nabyte w domu rodzinnym, nawyki bierzemy ze sobą, kiedy zaczynamy tworzyć nowy, wspólny z kimś dom. Ważne jest też to, czym się otaczamy w sensie materialnym, jakie mamy w domu przedmioty wokół siebie. Powinny być takie pod nas, dla nas, żebyśmy czuli się miło, komfortowo we własnym domu. 

Nie zawsze są pieniądze, aby wyposażyć dom, jakby się chciało, czasem długo ich nie ma w nadmiarze, ot tyle, ile na co dzień jest potrzebne a trzeba na czymś spać, siedzieć, z czegoś ładnego chcemy wyjąć ten właśnie ulubiony kubek, by z niego napić się tego, co nas koi i ogrzewa. Ale naprawdę nie zawsze trzeba wielkich pieniędzy, aby swój dom pod siebie przemienić. Oczywiście, jeśli ktoś marzy o ekskluzywnych, drogich markach i bez nich jest mu źle, to nie pocieszę go tym postem, choć mogę napisać, że kto wie, kto wie, może kiedyś mu się one przydarzą, nie ma co marzeń porzucać.

O, za oknem śnieg wiruje. Wiruje...! Złe słowo. Wiatr grube płaty śniegu ciska z lewa na prawo. Dobra, łyk kawy i zmierzam do meritum, póki najmłodsze jeszcze drzemie. 

Masz w domu to, co masz. Szafy, szafki, ale np. biurka brak. Może właśnie planujesz zakupy, bo niedługo przeprowadzka na swoje a budżet lichy. Naprawdę, z serca i doświadczenia, polecam Tobie - rozejrzyj się po stronach rozmaitych, jest tyle mebli drewnianych i nie tylko, używanych, niezniszczonych, które ktoś chce sprzedać lub oddać, bo już mu z nimi, z jakichś powodów, nie po drodze. Ja uwielbiam szperać po Internecie i meble za niewielkie pieniądze kupować a potem je maluję, zmieniam pod siebie i pod gust moich bliskich, tak aby nam było w domu milej, przytulniej i poręczniej. 

Jak brakowało mi komody dla najmłodszych to kupiłam na OLX dwie duże - każda za symboliczne 15zł. Pani u której stały, z racji wieku i potrzeby opieki, wyprowadzała się do syna i nie mogła wszystkich mebli zabrać. Nie chciała ich wyrzucać i syn kilka ogłoszeń w jej imieniu zrobił. I dobrze zrobił. Za dużo w tym naszym "pierwszym świecie" kupowania i wyrzucania, spróbujmy czasem wyłamać się ze schematu. Po potrzebny mebel nie maszeruj do meblowego, tylko poszukaj po znajomych, rodzinie, w Internecie. Można znaleźć używany mebel, którego kształt, rozmiar Ci będzie pasował. Większość mebli nie jest zniszczonych, a nawet jak jest coś np. porysowane czy kolor nie ten co trzeba, to zawsze można pomalować - to moje motto i mój chleb powszedni, to wiecie :) Używany mebel jest dużo tańszy od nowego z marketu, jest więc możliwość, aby kupić dobrą, wydajną i bezpieczną farbę do mebli.

Wracając do moich starych-nowych komód. Stoją, pojemne, sosnowe. Ich kolor jest typowy dla starszej sosny, ot taki żółtawy, lekko pomarańczowy. Niedługo je przemaluję i będą do kolorowego pokoju najmłodszych dzieci bardziej pasować. Pokażę Wam, no pewnie ;)

Nie ukrywam, ja maluję meble w domu tylko farbami do mebli, które sprzedaję w swoim sklepie z farbami www.hemma.pl. 
W tym sklepie mam farby takie a nie inne z konkretnych powodów. Ja maluję najczęściej meble w domu, przy dzieciach. Nie chcę, żeby one wdychały podczas, gdy ja maluję cokolwiek szkodliwego. Nie chcę też, aby długo po pomalowaniu z mebla uwalniały się jakieś chemiczne związki i unosiły się w ich pokojach, w których bawią się i śpią.
farba Fusion dla dzieci sklep
Tak więc, podsumowując - czyńcie swoje domy Wam przyjaznymi!
Ja idę krążyć po moim domu, bo najmłodsze wstało a że chyba już ząbkuje, to robię to, co każda mama dobrze zna - chodzę z nim, przytulając na rękach, by smutek jego ukoić.

Pozdrawiam,
Ewa

piątek, 13 stycznia 2017

Domowa czasoprzestrzeń - porządki / Home not alone - cleaning #6

Od tygodnia jest u mnie biało za oknem. Gruba warstwa śniegu odmieniła okolicę. Jest ciszej, jaśniej, ładniej. U mnie w domu też się przejaśniło i mam w planie dalsze przestrzeni rozjaśnienie. Odgruzowuję dom, tego sprzątaniem nazywać nie będę, bo skala jest większa :) 

Od kilku dni wyrzucam, segreguję, układam. Nic na siłę, powolutku, kawałek po kawałku, jedna szafka, szuflada, pół komody na raz - tym tempem posuwam się do przodu. Nie było to żadne postanowienie noworoczne, to narastająca potrzeba serca, aby wnętrze domu zmienić, uprościć.
Z natury chętnie kultywuję atawistyczną potrzebę gromadzenia, zbieraczem jestem od urodzenia. Stety lub niestety, w domu, w którym sześć osób ma swoje rzeczy, siłą rzeczy nie da się w nieskończoność zbierać a nic nie wyrzucać. Miejsca nie ma, sprawa prozaiczna. Doszliśmy do punktu, w którym ciężko dostać się do pralki bez slalomu i przeskoku. Mamy dużo mebli, takich co już są pomalowane, takich co czekają na pomalowanie i takich, których nigdy nie pomaluję a w tych meblach dużo rzeczy i ja te rzeczy teraz krok po kroku oglądam i ogarniam. Jak już wspomniałam - dom się przejaśnia i to jest dobry kierunek. Jest to zauważalne i podoba się domownikom. O to mi chodzi. I o coś jeszcze.

Moje zbieractwo jakiś czas temu zaczęło mi ciążyć. Miałam na okoliczność przeprowadzki okazję wyrzucić wiele rzeczy, skorzystałam z niej i odetchnęłam. Potem był rzut drugi, poprzeprowadzkowy, znów rzeczy a z nimi dawne sprawy, poznikały z domu. Zauważyłam, że pozbycie się starego rzeczywiście daje przestrzeń na nowe. Teraz jestem w trakcie trzeciej tury i naprawdę chętnie działam. Przytłaczają mnie rzeczy, które przypominają o sprawach, o których zapomniałam, o których na co dzień nie pamiętam. Nie są mi one potrzebne. Nie, nie wyrzucam wszelkich pamiątek, ale bardzo wielu się pozbywam, bo dzięki temu jest mi lżej. Nie wszystko jest warte zapamiętania czy wspominania. 

Przytłaczały mnie też gazety, magazyny, czasopisma. Gromadzone maniakalnie, w dużych ilościach, ponieważ przeczytane pobieżnie lub wcale, bo nie miałam czasu. Były jak wyrzut sumienia, że nie zdążyłam, nie przeczytałam, nie wiem. Wyrzuciłam wszystko. No prawie ;) Są tytuły, które nadal gromadzę. Resztę staram się czytać na bieżąco a jak nie zdążę przed kolejnym numerem, to odpuszczam. Jak będę miała potrzebę, to w przyszłości usiądę w czytelni jakieś miłej biblioteki i lekturę uzupełnię. Tą myślą się uspokajam :) 
Książek nie wyrzucam, o nie, mam dzieci, muszę mieć pod ręką lektury, które bym chciała aby przeczytali, jak do nich dorosną. 

Plastik i morze bawełny, to też mnie otacza. Ubrania moje mocno przerzedziłam, Z tych, których nie noszę, zachowałam tylko te ciekawsze, bo a nuż córka będzie miała fazę vintage i stare ciuchy z szafy matki będą bardzo w cenie.
Ubrania dzieci przeglądam, niektóre pójdą w świat (matki wiedzą o co mi chodzi, jak pomocne bywa wsparcie koleżanki, która przyniesie torbę ubrań, z których jej dziecko wyrosło), niektóre czekają, aż najmłodsze do nich dorosną. Zabawki, klocki, lalki, cały ten plastik - to mnie czeka, to będzie najtrudniejsze, bo to będą długie z dziećmi negocjacje, bo coś, co dla mnie jest połamanym kółkiem, dla kogoś innego jest elementem zabawy, której nie chcę popsuć.

I tak sobie działam, tak rok zaczęłam. I fajnie :)

A jak nie sprzątam, nie czytam, dziećmi się nie zajmuję i nie zastygam przed TV obserwując ze zdumieniem polityków, to sobie znów szydełkuję - taki koszyk zrobiłam kilka dni temu. Słoneczny bardzo, ten kolor znienacka mnie wezwał a normalnie to nie jest dla mnie kolor pierwszego wyboru. Nawet nie drugiego, ale koszyk tak bardzo oko cieszy.


https://www.instagram.com/p/BPFDQCLgAax/
Teraz zdecydowałam się zmierzyć się z kwadratowym koszykiem. Nie wiem czy mi wyjdzie, zobaczymy. 

I czekam bardzo na ostatni odcinek czwartej serii serialu "Sherlock". Drugi odcinek, wyemitowany w zeszłą niedzielę, "The Lying Detective" to była uczta dla wielbicieli serialu. W tę niedzielę, już za trzy dni, finał sezonu. I znów będzie trzeba kilka lat na nową część czekać... Poczekam, pewnie że poczekam, bo na dobre warto czekać :)

Pozdrawiam,
Ewa

czwartek, 29 grudnia 2016

O przeżywaniu i obecności / About here and now

Parę miesięcy temu oglądałam w tv relację z pobytu papieża Franciszka w Polsce. Widząc, ile osób wyszło na ulice, aby na żywo zobaczyć przejazd papamobile oraz ile ma w ręku telefon i charakterystycznie trzyma go nad sobą, robiąc zdjęcie czy kręcąc film, zastanowiłam się nad tym, w jaki sposób ja przeżywam, uczestniczę w różnych wydarzeniach i co jest dla mnie ważne w momencie, kiedy obserwuję coś wyjątkowego, coś co chciałabym zachować w pamięci. Przypomniało mi się zdjęcie, które jakiś czas temu przykuło moją uwagę.


https://twitter.com/waynedahlberg/status/647631533046562816/photo/1?ref_src=twsrc%5Etfw
Często można zaobserwować scenę jak na powyższym zdjęciu. Odruch sięgnięcia po telefon i zrobienie zdjęcia, nakręcenia filmiku, ponieważ dzieje się coś ciekawego, podkręca obecność w naszym życiu portali społecznościowych. Koncert, smakowite danie, wizyta w pięknym miejscu, spotkanie kogoś znanego - Instagram, Facebook, Snapchat wita! Tak jakby niepodzielenie się z kimś czymś, co przykuło moją uwagę, odbierało zjawisku znaczenie. 

Uważam, że czasem warto, jak ta starsza pani, zwyczajnie popatrzeć sobie, pocieszyć się chwilą i dać sobie przyzwolenie na to, żeby po prostu być obecnym w danej chwili i zostawić ją w sobie, nie w telefonie, tak tylko dla siebie, bez poczucia straty. Nie wszystko musimy przeżywać ze wszystkimi. Nie wszystkim musimy się dzielić. Fajnie mieć swoje tajemnice :)

W Nowym Roku życzę Wam i sobie - uważności i obecności. Tego najbardziej. I zdrowia! 

Pozdrawiam bardzo,
Ewa

niedziela, 25 grudnia 2016

Serce na dłoni

Życzenia?
Z przyjemnością!


http://pin.it/GFAeG81
Życzę Wam i sobie, z okazji Świąt i na każdy dzień - miejmy serce na dłoni, bądźmy naiwni, dziecinni, radośni, beztroscy, optymistyczni - kiedy tylko się da, jak tylko jest taka możliwość. 
Na codzień jest tak wiele sytuacji, kiedy musimy być poważni, odpowiedzialni, przewidujący i rozsądni. Korzystajmy z każdej chwili, która nas z tego zwalnia i nie miejmy z tego powodu wyrzutów sumienia.

Pozdrawiam,
Ewa

piątek, 19 sierpnia 2016

O zwolnieniu / A very slow mode

Co można robić będąc na zwolnieniu lekarskim w sierpniu?

Można:
- przeczytać trzy kryminały z letniej serii Polityki w trzy dni pod rząd, super się tym bawiąc, ale po czule spojrzeć na półkę, gdzie najnowsza książka Mariusza Szczygła już czeka;
- oglądać bezkarnie wszystkie możliwe powtórki z Olimpiady w Rio i żałować, że nikt nie pokazywał pływania synchronicznego;
- płakać na każdej dekoracji medalowej Polaków (i nie tylko);
- patrzeć jak brzuch rośnie i zastanawiać się jak to będzie;
- myśleć o tym, co się dzieje w korpo i martwić się co dalej;
- patrzeć jak trzyletnie dziecko obchodzi urodziny i zastanowić się przez moment, jak to było jak samemu się miało trzy lata i czemu to było 33 lata temu;
- leżeć na łóżku i słuchać jak deszcz bębni w okno;
- czytać najmłodszej na głos Kajtusia, Kicie Kocie po raz kolejny, słuchać jak syn czyta o Lasse i Mai i - najlepsze - robić to na totalnym luzie, bez pośpiechu;
- patrzeć jak zaparza się i stygnie herbata rumiankowa;
- gadać z dziećmi o wszystkim i o niczym, patrzeć jak się bawią, bawić się z nimi, oglądać z nimi bajki i inne takie;
- leżeć i czytać wszystkie zaległe posty na różnych blogach;
- przeglądać Instagram, aż wszystkie zdjęcia zleją się w jedno;
- zapłacić zaległe rachunki;
- poprawiać literówki w swoim sklepie internetowym, zamówić dostawę i ustawiać promocje;
- zaczynać kilka szydełkowych robótek i żadnej nie skończyć;
- leżeć na kanapie i patrzeć w niebo za oknem.
I inne rzeczy można robić, mniej i bardziej spektakularne a równie stacjonarne.

Czego nie można robić na zwolnieniu lekarskim?

A kogo to obchodzi?
Ważne jest to co mamy w danych okolicznościach i co potrafimy z tym zrobić.
Skutecznie unikam myślenia żałościowego, typu "ach, szkoda że nie mogę, że nie będę, że mam jak". Nic mi ono nie daje.
Zresztą, jak widać i tak nie mam już czasu na nic innego :)

Dobrego dnia.




piątek, 29 lipca 2016

Post o gorączce dnia letniego / About hot summer vibes

Końcówka mojego urlopu, zrobiło się gorąco i słonecznie. Ja średnio znoszę upały a w obecnej sytuacji nie znoszę ich w ogóle :)
"Nadmiar światła umniejsza istnienie"- ciężko mi się ze zdaniem Czesława Miłosza z "Doliny Issy" nie zgodzić. Mnie jest coraz mniej na dworze jak jest tak ciepło, rośliny w ogrodzie kulą się w sobie, nawet dzieci rezygnują z biegania na dworze, bo za ciepło. W domu też nie jestem nadaktywna, raczej mocno leżąca, kulam się z dziećmi i z nimi mija mi dzień. Zrywy mojej aktywności kończą się dylematem - mam lepiej coś pomalować czy poszydełkować? Bo na jedno i drugie mam zazwyczaj ochotę jak mam chwilę dla siebie :)


Jak ktoś jest w lepszej kondycji, to zachęcam do malowania - do końca lipca głęboka czerwień koloru Tricycle oraz zdecydowany granat Artissimo z farb mlecznych Miss Mustard Seed's Milk Paint są w miłej promocji:


Czerwony kolor Tricycle jest też pokazany w parze z ciemnym woskiem na najnowszym filmiku Marian, twórczyni farb mlecznych Miss Mustard Seed's Milk Paint:


Polecam obejrzenie i polecam serdecznie wosk, wyjątkowy, bo pięknie patynuje, nadaje "antyczny", ale autentyczny wygląd a wszystko bez chemii i sztucznych dodatków (woski do mebli MMSMP są bez terpentyny!).



środa, 27 lipca 2016

Post o przerwie i o zmianach / About changes

Widać po dacie poprzedniego postu, że ciężko mi przychodzi samej z siebie "zwolnienie" i znalezienie czasu na np. blogowanie. Ostatnio ze względu na zdrowotne sprawy nie miałam wyboru i zaczęłam wchodzić na tryb "slow". Powolutku przygotowuję się mentalnie i fizycznie na zmiany, które nastąpią. W tej chwili dodatkowo mam urlop, więc postanowiłam zadbać o kilka zaniedbanych sfer życia.
Zaległe badania, odkładane sprawy - kilka z listy odhaczyłam w tym urlopie, ale robiłam to bez histerycznego pośpiechu, tylko powolutku, jedna rzecz na raz. Nie mam siły, ani możliwości biegać, jeździć, załatwiać spraw w starym stylu, czyli kilka jednocześnie.


Między innymi zmieniłam nazwę mojej małej firmy - teraz już nie Kredowe Meblove a Hemma. Coraz mniej jest w mojej pracowni farb kredowych, chociaż je uwielbiam i doceniam bardzo, to w tej chwili bliżej mi do farb mlecznych, lubię z nimi pracować i eksperymentować. Z racji samopoczucia też nie zajmuję się dużymi meblami, ostatnio malowałam głównie małe drewniane przedmioty i dekoracyjne tablice drewniane a te najwygodniej mi robić farbami mlecznymi, bo efekty są wg mnie najlepsze.

Hemma to słowo z języka szwedzkiego, dla tego języka mam nieustający i trwający wiele lat sentyment, dawniej się go uczyłam i muszę koniecznie kiedyś wrócić do nauki. Hemma to znaczy w domu i tak właśnie u mnie głównie jest. Moje życie, mój świat koncentruje się wokół domowych spraw i tak jest mi dobrze. Praca w korporacji, praca w swojej firmie - wszystko lubię, pracę cenię bardzo, ale nie ukrywam, że uwielbiam po pracy wrócić do domu i w nim być, nie przebywać czy tylko odpoczywać.
Hemma to też nazwa mojego sklepu on-line (www.hemma.pl), więc spójnie się zaczyna robić w sferze internetowej. Prawda jest taka, że nie zawsze pierwotna koncepcja jaką mamy na swoją nowozakładaną firmę, działalność gospodarczą wytrzymuje próbę czasu. My się zmieniamy, okoliczności, rynek wokół ewoluuje i nie ma co trzymać się kurczowo każdego początkowego pomysłu. W tym temacie czytałam ostatnio ciekawy artykuł w Wysokich Obcasach, zostawiam Was z linkiem do niego poniżej a ja wracam do gry w chińczyka z dziećmi :)
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,20426740,cala-polska-uczy-sie-na-bledach-kawka-na-kredyt.html?disableRedirects=true

poniedziałek, 14 marca 2016

Domowa czasoprzestrzeń / Home not alone #5

Lubię leniwe weekendy. Czasem takie miewam :)

W sobotę urodziny kolegi synka, drobne zakupy, układanie sklepu internetowego, pranie, drugie pranie, kilka partyjek gry w Uno i dzień mija. Wzięło mnie na wspólne z dziećmi kreatywne klejenie w stylu decoupage - styropianowe jajka, klej do decoupage, serwetki (m.in. ze świnki Peppa). Efekty poniżej. Dalekie od ideału,  ale według mnie urocze. Dzieci robiły, ja asystowałam :)
W niedziele wieczorem usiadłam do szydełka i zaczęłam szydełkowego pufa.
Mile wspominam weekend. Poniedziałek w korpobiurze dał mi w kość.
Odpoczywam. Szydełkuje. Myślę o tym co dalej.
Spokojnego jutra dla wszystkich.

czwartek, 10 marca 2016

Upcycling | Dom i okolice / Home not alone #4

Mój sposób na umeblowanie domu i dokonanie w nim zmian, w dużym zakresie oparł się i opiera nadal na upcyclingu. 

Upcycling. Brzmi trochę znajomo, ale o co dokładnie chodzi? Nowy modny termin dla ekomaniaków? Ależ skąd. To recykling jest zjawiskiem stosunkowo nowym, próbą okiełznania pozostałości po rozpuście produkcyjnej, której ciężko się wyrzec krajom wysoko rozwiniętym. Natomiast upcycling to zjawisko stare jak świat. Jeśli o mnie chodzi, to ikoną domowego upcyklingu była moja babcia, której bon-motem było zdanie "nie wyrzucaj, to się może jeszcze przydać" i która wychowana w powojennych czasach, dziś zapewne byłaby szczerze zdumiona, że dawniejsza konieczność (i zarazem umiejętność) radzenia sobie, czyli np. suknia ślubna z jedwabiu z czaszy spadochrochronowej, dziś zyskała egzotyczne miano upcyclingu.

Recycling zakłada „pójście” w dół produktu gotowego, pełnowartościowego, ale już wykorzystanego czy zużytego, czyli np. przerobienie plastikowej butelki na granulat, zebranie szklanych słoików czy butelek po napojach, aby zrobić stłuczkę szklaną. Upcycling sprawia, że dany przedmiot „idzie w górę”, zyskuje na wartości poprzez przerobienie go i nowe, odmienne od poprzedniego, wykorzystanie.

Według mnie, upcycling dziś, to gospodarność dawniej. Przez wieki materiał był cenny, bo jego pozyskanie było kosztowne - wymagało m.in. czasu, wysiłku, pieniędzy. Od czasów prehistorycznych - skoro tak ciężko było coś upolować, złapać, złowić, to pozostałość po posiłku doceniano i gospodarnie wykorzystywano - skóry, kości, zęby stawały się ubraniem, narzędziem, ozdobą. Przesadzam? Jestem gotowa na polemikę, ale myślę, że upcycling definiowany jako "sztuka przetwarzania niepotrzebnych i nieużywanych przedmiotów poprzez przekształcanie ich w coś wartościowego i funkcjonalnego" jest jednym z kół zamachowych cywilizacji, dowodem na kreatywność człowieka od zarania dziejów. 

Dziś w epoce natłoku rzeczy i kurczeniu się zapasów zasobów naturalnych, zadaniem upcyclingu jest uchronienie przed zmarnowaniem, zniszczeniem potencjalnie użytecznych rzeczy poprzez przetworzenie ich w coś potrzebnego i funkcjonalnego. Przedmiot, dzięki upcyclingowi, ma zyskać na wartości i cieszyć się drugim życiem, zamiast wylądować na śmietniku.

Dla jednych ludzi upcycling to element ekologicznego stylu życia, dla innych sposób na dobrą zabawę i wykazanie się kreatywnością. Dla jeszcze innych jest to przejaw zdrowego rozsądku i chęć zachowania proporcji w świecie pełnym nieustannie w nas podsycanych i wzbudzanych pragnień konsumpcyjnych - wyraz sprzeciwu wobec bezrefleksyjnego wyrzucania czegoś, co jest zużyte, zepsute czy tylko niemodne. Z drugiej strony ciężko zapomnieć, że dla wielu jeszcze ludzi jest to sposób na radzenie sobie w sytuacji, gdy nie ma środków materialnych na kupno nowych rzeczy lub są one bardzo trudno dostępnym dobrem.

Mam to szczęście i doceniam fakt, że dla mnie upcycling to najczęściej wybór, nie konieczność. Doceniam kreatywności innych ludzi i lubię oglądać upcyclingowe realizacje na różnych blogach poświęconych DIY (zrób to sam) czy na Pinterest (w nawiązaniu – tutaj link to moich tablic).

Ja zostałam „upcyclingowcem” trochę z przypadku, trochę z zamiłowania do tzw. staroci a poniekąd zostało mi to zaszczepione przez rodziców. Uwielbiam przerabiać stare lub nowe, lecz zniszczone meble, kilka naprawdę mocno sfatygowanych egzemplarzy dostałam za symboliczną złotówkę. Najbardziej lubię w starych drewnianych meblach właśnie to, że są z drewna (bo lubię ten surowiec) oraz to, że ktoś poświęcił danemu przedmiotowi swój czas i energię, dał indywidualny rys - bardzo to doceniam i chcę chronić przed zgubą.


http://www.autenticofanatico.com/2015/01/22-keep-calm-and-change-it-with.html
Kredowe Meblove - Autentico - farba kredowa - Passion Red
Kredowe Meblove - Autentico - farba kredowa - Passion Red
https://www.instagram.com/kredowemeblove/

https://www.instagram.com/kredowemeblove/

wtorek, 9 lutego 2016

Slow home... Slow food? Slow life? | Domowa czasoprzestrzeń / Home not alone #3

Slow home... Slow food? Slow life?
Skojarzenia nieprzypadkowe, nawiązanie celowe. 

Uproszczając i w skrócie, slow food powstało jako kontrpropozycja wobec fast food. Slow life to idea życia w opozycji m.in. do świata, w którym wszystko podporządkowane jest wynikom, tabelkom, rankingom itd. Slow home według mnie to pomysł na to, aby zwolnić w sferze domowej, żeby docenić ją taką jaka jest, ale i starać się ją wzbogacać. A Slow Home Project bo jestem w trakcie, to mój projekt, zadanie do realizowania.

To nie może być tak, że nagle, zaplątani w domowe obowiązki, łapiemy się na myśli, że to co ważne i wartościowe czeka na nas tylko poza domem, że realizowanie się jest możliwe wyłącznie poza nim - w pracy, wśród znajomych, podczas podróży. Mój dom nie może być tylko sypialnią, miejscem do regeneracji i odpoczynkiem przed „prawdziwym życiem”. Prowadzenie slow home ma mi zapewnić komfortowy stan ducha, dać poczucie równowagi pomiędzy sferą życia poza granicami domu i wewnątrz nich, poprzez czerpanie satysfakcji z obu.

Realia, w których żyjemy, nieustannie „podkręcają nam śrubę”, wymagają od nas szybkiego działania, nieznany dawniej multitasking staje się codzienną normą. Chciałabym zwolnić, idea slow life jest dla mnie nęcąca, ale niemożliwa do wcielenia w życie. Moje życie nie jest i nie będzie w najbliższym czasie slow. Codzienne obowiązki, trasy i wydarzenia związane z pracą jedną, pracą drugą oraz trójką dzieci, dalszą i bliższą rodziną, znajomymi a także emocje, myśli w głowie - u mnie nigdy nie jest powoli. Zazwyczaj jestem w niedoczasie i zawsze jest coś do zrobienia. To powoduje, że czasem się zgubię, pomylę, zmęczę czy nie zdążę. Ale ja lubię moje życie, moją codzienność, to po części mój wybór, że ona tak wygląda. Niekoniecznie więc slow life, ale slow home - owszem, chętnie. 

I jeszcze jedna sprawa. Czynności wykonywane w domu i dla domu czy rodziny - z reguły wymagają sporo czasu, zaangażowania a są mało "medialne", bo dostępne małemu gronu odbiorców (domowników). Niesłusznie domowe czynności z tego powodu bywają deprecjonowane, uważane za obciążenie i utrudnienie w realizacji zadań z tego „prawdziwego życia”, związanego z byciem na zewnątrz, poza domem: z pracą, nauką, karierą, życiem towarzyskim, itd.  
Staram się dbać o to, by mieć poczucie sensu podczas realizacji zadań zarówno w domu, jak i poza nim. Nie zawsze jest łatwo, nie zawsze mi się udaje, czasem mi ręce opadają (najczęściej nad kolejną miską prania), ale staram się.
I to jest fajne.

sobota, 23 stycznia 2016

Domowa czasoprzestrzeń / Home not alone #2

Zapalenia oskrzeli u najmłodszego dziecka nie przewidzisz.
Tego, że podłapiesz zapalenie oskrzeli od dziecka - tym bardziej :)
Już zapomniałam, że można tak chorować. Miałam wrażenie, że wyrosłam z antybiotykowo-gorączkowo-kaszlowych stanów, więc boleśnie przekonałam się o tym, że niekoniecznie.  
Przez kilka dni miałam bytowanie bardzo slow. Dom się nie zawalił, jeszcze jakieś czyste ubrania są w zasięgu ręki, wiec na weekend nie planuję za wiele.

Za to na przyszły tydzień mam plan ambitny zrobić jedną czy dwie pufy - nowe sznurki przyjechały do mnie. 



Swoją drogą - puf czy pufa? Poprawnie jest ten puf, co nie zmienia faktu że niemal wszyscy wokół mnie mówią ta pufa. Mi też bliższa jest wersja żeńska. Nie jestem purystą językowym, uważam że język jest dla ludzi a nie ludzie dla języka. My, użytkownicy języka, tworzymy go i on się zmienia razem z nami. Nowe słowa, nowe znaczenia, zapożyczenia itd - w języku nie ma nudy. Norma językowa stoi na straży, żeby zmiany nie następowały zbyt szybko i zbyt pochopnie, ale myślę że przed siłą kobiecej pufy niedługo się ugnie :) 

Nowe szydełkowe pufy mają być na wzór tej, ale monochromatyczne - szare i czekoladowe.



Chciałabym też w najbliższych dniach trochę pomalować i m.in. wykorzystać kolory stycznia, Bergere i Ironstone, na meblu lub drewnianej dekoracji. Poniżej kilka inspiracji z zagranicznych blogów (m.in. ze strony niesamowitej Miss Mustard Seed, twórczyni Miss Mustard Sedd's Milk Paint).

Bergere to jeden z kilku błękitów z linii Miss Mustard Seed's Milk Paint. To niejednoznaczny, lekko przydymiony szarością błękit. Ten kolor farby mlecznej jest jak kameleon, w zależności od otoczenia i intensywności światła, może być bardziej niebieski lub bardziej szary. To ciepły, miły kolor, idealny dla wielbicieli błękitów i niebieskości.



http://missmustardseed.com/2014/10/say-hello-bergere/
Ironstone to biel. Kolor został tak nazwany, ponieważ był tworzony aby oddać ocień, jaki ma angielska porcelana typu ironstone china. 


http://missmustardseed.com/2014/02/tips-shopping-ironstone/
To jest chłodna jasna biel, z subtelną kroplą szarości. Idealnie wygląda solo, gdy cały mebel jest pomalowany jednolicie, na gładko. Sprawdza się też w malowaniu z typowym dla farby mlecznej efektem chippy look. Można malować warstwowo lub można użyć tego koloru, aby rozjaśnić, rozbielić dowolny inny kolor farby mlecznej. 




http://missmustardseed.com/2012/08/say-hello-to-ironstone/

http://www.missmustardseedsmilkpaint.com/a-new-milk-paint-buffet/

czwartek, 14 stycznia 2016

Domowa czasoprzestrzeń / Home not alone #1

Mam chwilową przerwę od cotygodniowej rutyny. Zapalenia oskrzeli u najmłodszej pociechy nie sposób przewidzieć i nagle niemal wszystkie zawodowe czy prywatne plany muszą zostać zrewidowane. Czas zupełnie inaczej mi płynie, gdy rytm dnia wyznaczają godziny podania lekarstw i inhalacje a nie maile i spotkania w biurze. Zawsze, gdy znienacka zostaję w domu, wbrew wczorajszym planom, zaskakuje mnie długość poranka i przemożne wrażenie, że taki długi dzień przede mną, że tyle zdążę zrobić a potem nagle jest wielkie przyspieszenie, migiem mija południe, nagle muszę się skonfrontować z popołudniem i porą obiadową a potem znów jest wieczór.

Skoro już jestem w domu to bym chciała nadgonić wszelkie domowe obowiązki a przecież tyle zrobię na ile mały człowiek z wielkim kaszlem mi pozwoli. Więc odpuszczam, dziś odpuszczam, nie będę się miotać, jak się wypierze to wywieszę, albo teraz albo później, obiad odgrzeję z wczoraj a głównie to będę przytulać malucha i pobawię się w co tam będzie ochota.

A jak zaśnie to nie pobiegnę po żelazko, tylko może zrobię jeszcze jednego takiego malucha, jak poniżej? Ten zrobiłam w poprzedni weekend. Jednym okiem oglądałam film a drugim pilnowałam liczby oczek. Taki koszyk, ile mi sznurka starczyło, bo miałam resztki motków z czarnym kolorem i miętowym. Przejrzę zapasy i resztki, bo na nową dostawę sznurków czekam, zobaczę, może uda mi się coś upleść.

Miłego dnia życzę, zdrowego!

Szydełkowy koszyk / Crochet basket [KLIK]


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Okruchy dnia - problemy / Daily bits and pieces - problems

Tzw. codzienne problemy - skąd one się biorą? Czy są niezależnymi od nas bytami, uprzykrzającymi nam życie? Ciągle zmagamy się z jakimiś problemami, rozwiązujemy je, walczymy z nimi, pokonujemy. Każdy dzień jak bitwa - mam problem, bo np. samochód zepsuty, brak mleka w lodówce, bałagan w mieszkaniu, infolinia zajęta, ktoś krzywo spojrzał, coś powiedział itd. 

I nagle przychodzi coś większego kalibru np. pożar, choroba czy śmierć w rodzinie - i nagle problem, który dręczył pół dnia, sen odbierał, humor psuł, przechodzi do kategorii: taki-problem-to-żaden-problem. Więc jak to jest z problemami? One są, pakują nam się do głowy, dręczą serca, opanowują myśli czy znudzona niewielką ilością adrenaliny głowa sama je produkuje?

Skąd ten problem? Czy to na pewno jest problem? Po co mi ten problem? Często się nad tym zastanawiam. I pytam się samej siebie, jak mi coś doskwiera: czy warto z tego zrobić problem? Potem ktoś zapyta: czemu robisz problemy? Miło jak spyta: z czym masz problem, ale jak produkuję je w tempie kilku dziennie, to po pewnym czasie już nie zapyta, zmęczony wiecznym mam problem i nagle ja mogę stać się problemem.

Jak bez problemu pozbyć się problemów? Jak zrobić, by móc lekko powiedzieć sobie "to nie problem", jak jest problem? Problemy dnia codziennego, niezależne ode mnie, nie znikną, nie przestaną mnie spotykać, jedyne co mogę zmienić to nastawienie, żebym nie miała kiepskich dni przez różne zmartwienia, zanim spotkam się z jakimś poważnym. Bo spotkam się na pewno, nie ma możliwości, abym ominęła duże kalibry i tym samym nigdy nie miała zatęsknić za problemami z kategorii małe, do rozwiązania, ale nie pragnę takiego remedium, chcę mieć teraz spokojne dni, bez poczucia że przygniata mnie coś, co w innych warunkach nie byłoby żadnym problemem.

Odpowiednie nastawienie jest kluczowe, głowa musi działać na zasadzie zapory ograniczam Ci problemy, zamiast wyszukiwarki "jak nie masz problemów, to Ci zaraz jakiś znajdę". Nie chcę mieć w głowie szkła do problemów powiększania, typu: "daj mi jakiś problem, połączę go z innymi i będzie czym się smucić cały dzień".

Odnośnie zrównoważonego podejścia do problemów tzw. drobnych, to ja mam wciąż plakietkę uczę się :)

Całość piękna: http://blinkingcity.com/luigi-prina-ships-sail-clouds/
Just see it - pure beauty http://blinkingcity.com/luigi-prina-ships-sail-clouds/


niedziela, 3 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015 / Summary of 2015 - my own #2015bestnine

Dobry czas na podsumowania - poczatek roku 2016. Jaki był mój 2015? Długo by opowiadać, więc poniżej refleksja odnośnie tylko wycinka mojej rzeczywistości.

Z pomocą odnośnie bycia/życia w Internecie przyszła mi strona 2015bestnine.com, z której pochodzi poniższy kolaż zdjeć.

www.instagram.com/kredowemeblove/
Jest to strona, na której można wpisać swój login z profilu na Instagramie. Po kilku chwilach pokazuje się podsumowanie jak wyżej. W 2015 roku umieściłam na Instagramie 159 zdjęć i jak dla mnie, polubione zostały zaskakująco wiele razy, co mnie bardzo cieszy, bo to miłe jak jest interakcja i można poczuć, że inni lubią to, co się im pokazuje. Ja nie pokazuję za wiele. Głównie swoje prace i wycinki dnia codziennego, z częstotliwością (jak widać) średnią, czyli mniej więcej jedno zdjęcie na dwa dni. Miewam przerwy dłuższe lub krótsze (nie zawsze mam coś ciekawego w mojej opinii do pokazania, albo zwyczajnie nie mam na to głowy czy ochoty), ale lubię Instagram i na pewno z niego nie zrezygnuję w najbliższym czasie. 

Jak widać, na dziewięć zdjeć, aż osiem pokazuje efekty mojego szydełkowania (i w jednym przypadku dziergania - poduszka na drutach zrobiona). Zaskakujące jest dla mnie, jak bardzo odnalazłam się w dawno niepraktykowanym hobby. Lubię szydełkować, ale i lubię jak szybko przybywa mi robótki, bo szydełkuję zrywami w okruchach wolnych chwil, więc w moim przypadku szydełkowanie jest zazwyczaj w wersji maxi, czyli włóczka to niemal zawsze sznurek bawełniany lub Hoooked Zpagetti. 
Na pewno w 2016 roku będę dalej szydełkowała i na pewno będę swoje prace pokazywała. Mam też skromny plan wprowadzić swoje prace do sklepu on-line, czyli www.hemma.pl. Mam nadzieję, że to będzie już niedługo.

Pozdrawiam serdecznie, idę się szykować do pracy. Do drugiej pracy, bo pracuję na dwa etaty: własna firma - to raz, a praca w międzynarodowej firmie budowlanej, to dwa. I jutro właśnie jest ten dzień, który kochają wszyscy etatowcy - czyli wracamy po przerwie świątecznej do biura! Cudownie! 

Trzymam kciuki, oby dzień był dla nas łaskawy ;)
Ewa